W listopadzie informowaliśmy o przykrej sprawie "zaginięcia" człowieka z wypożyczonym sprzętem fotograficznym firmy, która udostępnia wysokiej klasy sprzęt do fotografowania. Teraz, blisko po roku od początku całej historii, fikcyjny "fotograf" został zatrzymany i wkrótce ma usłyszeć zarzuty.
Wspomniana firma przy wypożyczaniu sprzętu stosuje system weryfikacji, opierający się na kontakcie z redakcją, Ewidencją Działalności Gospodarczej i z samymi fotografami. Jak jednak pokazuje opisywana tu przez nas historia, nie zawsze się on sprawdza.
Rok temu wypożyczona została długa jasna optyka (300/2,8 i 400/2,8) razem z zawodowym korpusem. Po upłynięciu terminy wypożyczenia (dość krótkim, około tygodnia), pojawiły się problemy ze zwrotem."Fotograf" zwrócił się z prośbą o przedłużenie terminu. Została ona przyjęta przez firmę ze zrozumiemiem. Osoba posiadająca wypożyczony sprzęt przestała jednak odpowiadać na telefon i e-maile. Po pewnym czasie zadzwonił jej "pełnomocnik" z informacją, że fotograf uległ poważnemu wypadkowi i leży w śpiączce.
Ponieważ i takie sytuacje się zdarzają, firma ze współczuciem życzyła poszkodowanemu powrotu do zdrowia. "Pełnomocnik" zapewnił, że sprzęt sprzet jest cały i zostanie natychmiast zwrócony. Gdy jednak sprzętu po tygodniu nie oddano, za pomocą wywiadu środowiskowego ustalono, że poszukiwana osoba to nie do końca fotograf, kilka osób oszukał, wypadku raczej nie miał (może co najwyżej stłuczkę) i cały i zdrowy chodzi po mieście. Koniec końców - do miasta zamieszkania, pod adres już "podejrzanego o wyłudzenie mienia znacznej wartości" wysłany został emisariusz firmy, z wszelkimi pełnomocnictwami, aby sprawę zbadać i zdecydować na miejscu, co dalej.
Fikcyjny fotograf zgodził się na spotkanie, jednak w ostatniej chwili poinformował, że się nie pojawi, więc, zgodnie z ustaloną procedurą, emisariusz złożył wizytę na komendzie. Poszukiwany człowiek był widocznie znany policji, gdyż został odszukany i zatrzymany, a w toku przesłuchania przyznał, że wypożyczony do testów sprzęt oddał do dwóch stołecznych komisów.
W jednym z nich znaleziono obiektyw 300/2,8. Przy okazji okazało się, że trafił tam niemal w kilka dni po wypożyczeniu. Policja poinformowała też o sprawie właściciela drugiego komisu. W kilka dni później z własnej woli pojawił się on w siedzibie firmy z odkupioną od klienta 400/2,8 oraz z zawodowym korpusem, który był używany na własne potrzeby komisu.
"Fikcyjny fotograf" usłyszy wkrótce zarzut, a więc niespełna rok od początku misternej jego intrygi sprawa do pewnego stopnia się zakończy. Prawdopodobnie spędzi nieco czasu w odosobnieniu, prokurator żąda również naprawienia szkody. Zasądzenia owego "odosobnienia" życzymy wszystkim pozostałym w Polsce "fotografom" a miejmy tez nadzieje, że fikcyjny fotograf zmieni potem branżę...



Comments